poniedziałek, 10 marca 2014

Rozdział 20

Zaśmiała się na moje słowa. Liam kucną przed nią i przyglądał się jej. Kiedy się skrzywiła położyłam dłoń na brzuchu. Lou niespodziewanie się odwrócił do mnie i pocałował.
P-A tobie co?-Wszyscy na mnie spojrzeli.
Lou-Ja też chcę taki
P-Chcesz żebym wyglądała-spojrzałam na nią- bez urazy jak wieloryb?-Emily zaczęła się śmiać
E- No bez przesady aż taka gruba to nie jestem.-mówiła śmiejąc się
Lou- Serio?
E-Lou?
Lu-Co?
E-Kiedy ostatnio dostałeś w twarz?
Lou-Nigdy nie dostałem w twarz
E-To ja się postaram żeby twój pierwszy raz był tak zajebisty że cię nikt nie pozna co ty na to?
Lou-Chyba podziękuję,
E-To jeszcze raz coś powiedz na mój brzuch to dostaniesz w mordę zrozumiałeś?
P-Nie denerwuj się
E-Postaram się i radzę ci uspokoić tego kretyna bo mu na serio zajebie
Li-Chodź tu-powiedział Liam siedzący na krześle. Usiadłam mu na kolanach i przytuliłam się.


W szpitalu weszłam sobie po schodach powoli zarejestrowałam się w recepcji. Weszłam na korytarz i zaczęły mnie łapać skurcze.  Pielęgniarka zaprowadziła mnie na porodówkę. Liam wszedł za nami. Przebrałam się w koszulkę i się zaczęło. Podczas porodu były komplikacje. Wyprosili Liama kiedy straciłam przytomność.  Nie wiedziałam co się działo. Ciemność próbowałam podnieść ciężkie powieki ale one się mnie wcale nie słuchały nie chciały się podnieść. Jedyne co czułam to ból,  Przenikliwy ból. Już po wszystkim gdy mnie wybudzali byłam już na sali. Była biała, było ciemno, Nie wiedziałam co się dzieje. Spróbowałam się podnieść ale cichy głos z końca sali powstrzymał mnie. Znajomy głos a jednak nie wiedziałam czyj był bardzo znajomy ale pod wpływem emocji nie mogłam go rozpoznać. Dopiero gdy zobaczyłam twarz zobaczyłam że to Liam.
Li-Leż spokojnie kochanie.
E-Liam.
Li-Leż-powiedział cicho głosem bez emocji.
E-Co się stało?
Li- Nasza córka...
E-Co Liam co?
Li-Nie żyje-powiedział a mój świat legł w gruzach.
E-Nie
Li-Tak-Powiedział-Przykro mi. Wybrałem żeby ratowali ciebie.
E-Przepraszam-powiedziałam
Li-Nie przepraszaj. Nie twoja wina.
E- Moja córeczka.
Li-Możemy postarać się o drugie
E-Moja córeczka-wyszlochałam Przytulił mnie mocno do siebie.
Li-Nie płacz. Zrobimy sobie drugie.
E-Widziałeś ją?-zapytałam
Li-Tak-wyszeptał- Nie płacz
E- Zawołaj lekarza chcę stąd iść
Li-Ale jest 3 w nocy
E-wiesz gówno mnie to obchodzi. Chcę stąd iść i mnie chcę mieć z tym miejscem nic wspólnego.
Li-Poczekaj do rana
E-Proszę cię.
Li-Dobrze już idę.-Wyszedł z sali i po kilku minutach przyniósł papier z wypisem ze szpitala. Pomógł mi się ubrać i wyszliśmy z tego okropnego miejsca. Wróciliśmy do domu i położyliśmy się. Po kilku latach doczekaliśmy się dwóch par bliźniąt Nikki i Any i Nicolasa i Micka. Byliśmy rodziną. Kochającą się rodziną...


Koniec...  

Pozdrawiam Gabrysia


 

niedziela, 23 lutego 2014

Rozdział 19

Wypiłyśmy całą butelkę wina i jeszcze po trzy drinki z sokiem pomarańczowym. Uśmiechnięte siedziałyśmy przed telewizorkiem. Kiedy nam się już znudziło poszłyśmy do baru. Nie spodziewałam się że tam będą chłopcy. Wypiłyśmy jeszcze po trzy drinki.
Li-Może już wystarczy. -Powiedział Liam do Em. Właśnie zaczęli grać tango.- Jesteś pijana.
E-Tańczysz tango?
Li-Tak a bo co?
E-Po pijaku nie da się tańczyć tanga. Jak ci udowodnię że nie jestem pijana Pocałujesz mnie na oczach Harrego?-Zaskoczyła mnie
Li-Z przyjemnością ale jak przegrasz. Będziesz musiała się zmierzyć z nim twarz w twarz.
A-Liam...-zaczęła
Li-Cicho.
E-Dobrze.- Dołączyła do niego. Zaczęli tańczyć. Jezus ale ona ma ruchy. I to jeszcze w szpilkach i sukience.
I te jej ruchy nogami i on. Och boże... Bosko. Taniec miną bez żadnego potknięcia.  Liam chyba był zadowolony ze swojej zdobyczy. Gdy wrócili do mnie
A-Nie wiedziałam że tak dobrze tańczysz.
E-Dziękuję-powiedziała. Czekali na  wolny kawałek. Gdy już się pojawił weszli na parkiet. Ludzie zrobili kółeczko, normalnie jak na weselu.  Dołączyłam do nich. Liam delikatnie prowadził Emily. Zaczęli klaskać.  W końcu nachylił się i ją pocałował. Zatrzymali się. Ludzie zaczęli krzyczeć "gorzko" A Harry.... Wściekł się i to bardzo....
* Kilka miesięcy później*
Li-Jak moja córka?-zapytał
E-Tańczy-powiedziałam. Chłopak najdelikatniej jak mógł położył dłoń na moim brzuchu i uśmiechnął się szeroko jak poczuł kopnięcie.
Li-Zawodowa tancerka-wyznał.
E-Tak. Bardzo zawodowa. -powiedziałam przytulając się do niego.
Li-Emily co się stało?
E-Nic się nie stało. Po prostu boję się porodu.
Li-Będzie dobrze
E-Ale ja się boję. To tak bardzo będzie bolało.
Li-Kochanie, będę przy tobie, obiecuję.  Kocham cię.
E-Ja was też.
Li-My ciebie też-powiedział i pocałował mnie. -Chodź na dół. Tam są pozostali-powiedział i zaczął się podnosić kiedy Złapałam go za rękę.-Co?
E-Zostaniesz ze mną?-poprosiłam
Li-Dobrze-powiedział i powrócił z powrotem do pozycji leżącej. Wtuliłam się w niego, nie wiedząc kiedy usnęłam.
 
Siedziałam w kuchni z chłopakami. Louis wziął mnie na kolana zadowolony że mam bluzkę z dekoltem, korzystając z okazji co raz zaglądał sobie. Po jakimś czasie zeszła do nas zaspana Emily z Liasiem. Ale ona ma już duży brzuch.
E-Lou bo oślepniesz. -Louis zakrył sobie jedno oko.
Lou-Pierdziele zaryzykuje na jedno oko.- Gdy to powiedział wybuchliśmy śmiechem.
H-Na kiedy masz termin?
E-Na 27 lipca-powiedziała
H- To za półtora miesiąca.-powiedział
E-Brawo Scherlock'u.-podeszła do niego i potargała mu włosy. On zniesmaczony dość mocno uderzył ją w udo. Prawie się przewróciła
Li- Jak jeszcze raz uderzysz moją żonę to cie kurwa rodzona matka nie pozna.
Lou-Siadaj-powiedział wstając ze mną na rękach, ustąpił miejsca Em. Posadził mnie na blacie kuchennym i odwrócił się do mnie plecami. Objęłam go opierając jego głowę na ramieniu, pocałowałam w szuję. Patrzyłam na jej udo i widziałam jak pod skórą tworzy się krwiak. Sinieje. Dziewczyna starała się ukryć ból za maską obojętności. 
N-Em?
E-tak?
N- Jak nazwiesz córkę?
E-Liam?
Li- Nicol
N-Dlaczego? Lepiej Anastazja.
E-Będzie Nicol
N-Ana
E-Niki
N-Ana
E-Niki
N-Niki
E-Niki
N-Cholera nie dałaś się złapać
E-No wiesz złotko mózgu nie przemalujesz-powiedziała a ja ledwo powstrzymywałam śmiech.
P-No wiesz. Ale ma odrosty to znaczy że jego mózg jeszcze walczy...


poniedziałek, 17 lutego 2014

Rozdział 18

Li-Ćśśśś nie płacz- Kołysałem ją w ramionach. Po dłuższej chwili udało jej się uspokoić.- Chodź, zaprowadzę cię do domu.
E- Zostaniesz?
Li-Jeśli chcesz?
E-Chcę.
          Em objęła mnie tuląc się mocno. Ledwo się trzymała. Biedna. Ona to się w życiu nacierpi. Ruszyliśmy w kierunku jej domu. Szybko traciła siłę. Pod koniec wziąłem ją na ręce. Na początku protestowała ale nie zdołała mi się wyrwać. Doszedłem do drzwi jej domu. Otworzyła go i wszedłem z nią do środka. Zaniosłem do pokoju i położyłem.
E-Nie odchodź.
Li-Nie odejdę. Tylko zamknę dom na klucz.
E-Nie zostawiaj mnie teraz.
Li- Niunia ja tylko zamknę drzwi na klucz i wrócę. - Poszedłem szybko zamknąć dom na klucz. Wróciłem biegiem na górę biorąc po dwa schodki. Wszedłem do jej pokoju. Siedziała skulona na łóżku. Podszedłem do niej i położyłem się z nią.
E- Zostawi mnie-powiedziała.
Li-Nie zostawi cię. Za bardzo mu na tobie zależy.
E-Zostawi mnie. Jak się dowiem wszystkiego.
Li-Mała... Nie zostawi cię
E- Zrobi to.
Li-Nie.
E-Och zamknij się-mówiąc to pocałowałam go w usta.
                            * w tym samym czasie hotel*
H-Gdzie ona jest?-pyta mnie Harry.
A- Nie wiem gdzie ona jest.
H-Amy powiedz.
A-Ale ja nie wiem.
H-To powiedz jej że nienawidzę jej ze to co zrobiła.
A-Nie powiem jej togo.
H-To nie było moje dziecko..
A-Nie. Jej byłego. To było już dawno temu jak się rozstali.  Zresztą Zayn będzie lepiej wiedział.
H-Jak to?
A-No bo Emily projektowała mu ogród
H-Aha. No w końcu razem przyszli.
A-Tak?
H-Amy?
A-Tak?
H-On wie gdzie ona mieszka?
A-Nie sądzę ale zapytaj.
H-Nie. Nie chcę mieć z nią nic wspólnego. Zraniła mnie i to bardzo. Ale jesteś przy mnie.
A-Jestem.-powiedziałam bardziej do siebie niż do niego.
H-Amy, Ja...
A-Co?
H-Od początku mi się podobałaś. Ale Emily wydawała mi się bardziej inna.  Nie byłem z nią dlatego że mi się podobała. Chciałem ją po prostu wykorzystać.
A-Jesteś chamem-Warknęłam na niego- Jak mogłeś?
H-Nie chciałem żeby to tak wyszło. Mogę dokończyć?
A-Szybko.
H-Później zacząłem coś do niej czuć. Nie kochałem jej ale zaczęła mnie pociągać. Nie wiedziałem że jest w ciąży i że poroni. Nie wiedziałem że tak się będę czuł jak ona odejdzie.
A-To  tak nie zmienia faktu że jesteś chamem.
H-Przepraszam.
A-Nie mnie powinieneś przeprosić. A teraz wybacz. Muszę już iść.
          Z trzaskiem wyszłam z jego pokoju. Poszłam do pokoju Zayna. Poprosiłam żeby powiedział mi gdzie jest Em. Na początku mi się opierał ale później powiedział mi.  Gdy doszłam do jej domu Zapukałam. Otworzyła mi drzwi i zamknęła za sobą.
Li-Hej-powiedział
A-Hej.
Li-Skarbie to ja już idę - powiedział
E-Wróć jeszcze-poprosiła.
Li-Wrócę-powiedział. Dał jej szybkiego buziaka w policzek i wyszedł.
E-Chodź-powiedziała.
A- Harry to przeklęty cham-powiedziałam Spojrzała na mnie zaskoczona.
E-Dlaczego?
A-Nie chcesz wiedzieć.
E-Nie chcę cię zmuszać.-przeszłyśmy do kuchni. Wzięła dwie szklanki i postawiła na stół.-Chcesz coś mocniejszego?
A-Pewnie.
E-Wódkę wiski wino?
A-Wino.
E-Mam tylko czerwone
A-Słodkie?-Skinęła głową- Moje ulubione
E-Widzę że mamy podobne gusty.
A-No tak.-Zaśmiałam się. - Mogę się o coś zapytać?
E-Tak?
A- Nie chcę cię obrazić
E-Mów śmiało-zachęciła.
A- Ty i Liam to coś więcej?
E-Myślę że coś z tego wyjdzie.
A-A twoje dziecko.-Urwałam.
E- Nie było jego. Było... Nie wiem czyje. Kriss i Jack i jeszcze dwóch. Zgwałcili mnie.-Powiedziała próbując opanować emocje. Myślałam że się rozpłacze.
A-Przepraszam.
E-Stało się trudno.

piątek, 7 lutego 2014

Rozdział 17

          Ten rozdział jest napisany dla mojej Jewelki. Brakuje mi ciebie najbardziej z naszej paczki. Chętnie bym cofnęła czas żeby znów móc mieć cię ciągle obok siebie.

           Głaskałam jego policzek aż się nie uspokoi. Gdy trochę się opanował kucnęłam przed nim. Otarłam kciukami łzy i uśmiechnęłam się blado. Chłopak nie patrząc na nic porwał mnie w ramiona i tulił się do mnie. Gdy się całkiem uspokoił była 3 w nocy. Wszyscy  już spali.
H-Myślałem że odeszłaś.
E-Harry. Nie potrzebujecie mnie. Macie tam wspaniałe dziewczyny one wam pomogą. Pozwól mi odejść.
H-Nie pozwolę.
E-Harry muszę. Ja właśnie straciłam...-o kuźwa prawie się wygadałam. głos mi się łamał. Nie dam rady wam pomóc jak sama potrzebuję pomocy rozumiesz?
H-Emily powiedz co się dzieje.
E-Harry... Ja... Straciłam... Moje...Przepraszam nie mogę-powiedziałam i ruszyłam w stronę wyjścia. Zerwał się i pobiegł zablokować drzwi.
H-Nie wypuszczę cię.
E-Proszę.
H-Nie. Powiedz co się stało.
E-Nie-wydarłam się
H-No powiedz
E-Co?-krzyczałam- co mam ci powiedzieć że straciłam przedwczoraj dziecko o to ci chodzi?
H-Co?-powiedział lekko zdenerwowany.
E-Nic. Odsuń się proszę.
H-Skarbie...
E-Nie dotykaj mnie-wydarłam decybele i wybiegłam z pokoju a później z hotelu. Ruszyłam biegiem w pierwszą lepszą stronę. Zwalczałam napływające wciąż łzy. Gdy obraz całkiem mi się zamazał. Padłam na kolana i po prostu zaczęłam płakać. Po jakichś pięciu minutach znalazł mnie Liam.
                                       *A tym czasem*
Li-Coś ty kurwa zrobił?!-wrzasną chłopak
H-Co?
Li-Wiesz co to oznacza?
H-Jak to straciła?
Li-Poroniła.
H-Nie powiedziałam mi
Li-Jasne że ci nie powiedziała kretynie. Sama co się dowiedziała i wieczorem jak bawiłeś się w najlepsze  ona siedziała sama i poroniła
H- Znowu to samo. Znowu to się dzieje.
A-Harry... Chodź-powiedziała.
H-Nie-powiedział
A-Chodź-powiedziała z naciskiem.
H-Nie
J-Hazza idź bo ci w dupę nakopie-wydarła się i wszyscy podskoczyliśmy
A-Chodź. Położysz się. Będzie dobrze.
               Pomogła mu wstać i zabrała do pokoju. Zamknęła drzwi. Ja poszedłem do kuchni. Za mną reszta.
Li-Wiecie gdzie mogła pójść?
Z-Do domu.
Li-Gdzie ona mieszka?-Powiedział mi na ucho  adres.-Nie mów im-poprosiłem i wybiegłem. Rozejrzałem się i pobiegłem w prawo. Biegłem do drugiej krzyżówki i w lewo. W tedy ją zobaczyłem. Płakała. Klęcząc. Podbiegłem do niej. Kucnąłem a ona tak po prosty przytuliła się i jeszcze bardziej zaniosła się szlochem.

wtorek, 4 lutego 2014

Rozdział 16

          Rano wstałam jako pierwsza. poszłam pod prysznic. Gorąca woda działam kojąco. Wiadomość o poronieniu jeszcze mnie przybijała. Z jednej strony się cieszę a z drugiej nie. Mimo wszystko to było dziecko. Żywe stworzenie.  Wyszłam z pod tego prysznica. założyłam coś luźnego i poszłam do kuchni.  Zaczęłam robić im śniadanie. Wstawiłam wodę na kawkę i usiadłam czekając aż się zagotuje. Nie mogłam nic jeść.
Li-Hej mała-powiedział
E-Hej-powiedziałam blado się uśmiechając
Li-jak się czujesz?
E-Tak jak widać-mówię ironicznie.
Li-Boli?-pyta mnie
E-Boli. Bradzo.
Li-Będzie dobrze.
             Po południu chłopaki znowu mieli próbę. ja spakowałam swoje rzeczy. wieczorem powiedziałam Amy że jadę do domu. Ze oni już mnie nie potrzebują i jak się spodziewałam kłótnia
A-Nie możesz.
E-Ale co ja mam tu do roboty?
A-Możesz ich wspierać.
E-Nie. Wracam do domu.
A-Na prawdę chcesz żeby on cierpiał przez ciebie?
E-Nie chcę. Ale i tak cierpi
A-Emily
E-Nie. nie zostanę. przepraszam. powiedz im że będzie mi ich brakowało.-mówiąc to wyszłam. poszłam skrótami do domu mojego. W domu panowała cisza. Poszłam do swojego pokoju przebrałam rzeczy i brudne zaniosłam do pralki. Nastawiałam ją i zeszłam do biblioteczki. Zobaczyłam co mama a co zabrała a co zostawiła. Jak się okazało zostawiła wszystko tylko zabrała ubrania.
                 Wyszłam właśnie z wieczornego prysznica kiedy zadzwonił telefon. Odebrałam wiedząc że to mama.
M-Hej. Jak tam?
E-A dobrze właśnie wróciłam do domu.
M-Ale jak to przecież program trwa dalej.
E-Mamo ja już im nie jestem potrzebna.
M-Jesteś. I to bardzo.
E-Jak tam lot do Polski?
M-Dobrze miną szybko. Już się rozpakowałam i idę wziąć kąpiel.
E-A jaki on jest?
M-Boski-wyznaje mi.- Taki opiekuńczy.
E-Mamo tylko bądź rozważna. wiesz że nie chcę żebyś się sparzyła.
M- Em nie martw się. ja go znam już od dawna.-powiedziała. W telefonie mi piknęło informując że mam drugie połączenie.
E-Mamo dobijają się do mnie. muszę kończyć.
M-Trzymaj się..
Spojrzałam na wyświetlacz. Amy.
E-Halo
A-Możesz tu przyjechać? Mamy...Eeee... Problem?
E-Co się stało?
A-No... przyjedź proszę. nie poradzimy sobie sami.
E-Już jadę.
          Weszłam do mieszkania gdzie pod drzwiami stała Amy, Liam i Louis. Podeszłam do nich zobaczyć co się dzieje.. Amy dociągnęła mnie na bok.
A-Zamknął się i nie chce wyjść. Powiedział że sobie podetnie żyły jak nie wrócisz i nas wcale nie wpuszcza.-podeszłam do drzwi. Otworzyłam je kluczem i weszłam. Hazza leżał na łóżku. Nie podniósł wzroku jak stanęłam w drzwiach. Oparłam się o futrynę i stałam i czekałam aż się zorientuje.
E-Długo zamierzasz mnie ignorować?-dopiero gdy się odezwałam zerwał się z łóżka i podbiegł do mnie i padł na kolana. " co on się oświadcza?" ale on tylko się przytulił do moich nóg i płakał jak dziecko....

czwartek, 16 stycznia 2014

Rozdział 15

         Po jakimś czasie byłyśmy wszystkie gotowe. Miałam średni makijaż. Zakładałam właśnie trampki kiedy do pokoju weszła Amy
A-Musimy już iść-powiedziała
E-Już wychodzę-powiedziałam ruszyłam za dziewczyną. Zamknęłam apartament i zjechałyśmy windą na parter. Tam szybko przeszłyśmy za kulisy gdzie nas przepuścili tylko dla tego że Simon się kręcił w pobliżu.
S-W końcu.
E-Co jest?-zapytałam
S-Chłopaki strasznie się denerwują
E-Gdzie oni są?
S-W Swojej garderobie-powiedział. Szybko przeszłyśmy między ludźmi i weszłyśmy do garderoby. Oczy wszystkich skierowały się na nas.
Z-Jesteś.-powiedział patrząc się na mnie.
E-No jestem.-powiedziałam.- A wam co? Gorzej? Przecież znacie tekst tak? Zaśpiewajcie tak jak na próbie.-powiedziałam.
K-Chcecie przećwiczyć?
N-No może by wypadało.
        Chwilę poćwiczyli i przyszedł po nich jakiś facet. Poszłyśmy z nimi. Chłopaki wyszli na scenę. Gdy puścili muzykę usiadłam.  Tak mi się kręciło w głowie że nie byłam w stanie stać.
M-Mała co jest?
E-Nic tylko zakręciło mi się w głowie.
J-Chodź.-powiedziała.
E-Gdzie?
J-Chodź.
E-Ale...-Nie dała mi dokończyć b pociągnęła mnie za sobą.-No co się stało?
J-POWIEDZ MI ŻE  NIE JESTEŚ W CIĄŻY-syknęła-
E-A dlaczego mam niby być?
J-Kręci ci się w głowie, masz mdłości i zmienia ci się humor.
E-Nie...-ale zamilkłam i się zaczęłam zastanawiać.
J- O nie...-Jęknęła.- Chodź w torbie mam test ciążowy.
E-Nie... Jewel ja się boję.
J-To ja spojrzę na wynik.
E-Nie. Jak już jestem w ciąży to z...
J-Nie... Co on ci zrobił?
E- Nie chcę o tym rozmawiać.
J-Powiedz co on ci zrobił?
E-Jewel-warknęłam do niej.- Nie będę o tym mówić-powiedziałam ostro.
J-Daj sobie pomóc-powiedziałam.
E-Chodź mam pomysł.-Powiedziałam i zaciągnęłam ją do łazienki. Stanęłam przed nią- Uderz mnie w podbrzusze
J-Nie. Nie chcę żebyś poroniła.
E-To jest dziecko Krissa- Nie chcę go rozumiesz.
                                * późnym wieczorem*
             Źle się czułam. Bardzo było mi niedobrze. Leżałam blada w łóżku a reszta poszła do klubu. Zebrało mnie na wymioty. Pobiegłam do łazienki i zwróciłam wszystko co miałam w środku. Złapał mnie silny skurcz podbrzusza i polała się krew. Zmieniłam czyste ubrania i poszłam się położyć. Byłam chyba bledsza niż trup. Zadzwoniłam do mamy powiedziałam jaka jest sytuacja i że nie mam  już sił do Krissa. Ona zaś nic nie powiedziała i poprosiła żebym dbała o siebie i że przyjedzie i do mi klucze bo wyjeżdża do faceta do polski. Przed 4 wrócili z baru. Wszyscy byli pijani z wyjątkiem Liama. Chłopak położył wszystkich spać i przyszedł do mnie.
Li-Co się stało? Jesteś blada jak ściana.
E-Liam-wyszlochałam i przytuliłam się do niego. On niepewnie mnie objął.
Li-Ej... CO jest?
E-Ja... Nie mogę-powiedziałam
Li-Czego?
E-Straciłam dziecko-zaniosłam się płaczem.
Li-Jezus...-Wyszeptał-Ale nie jego?
E-Liam Ty nie rozumiesz. Zgwałcili mnie.- Zachłysnął się powietrzem.-Już wiesz?
Li-Tak. Biedna- powiedział i przyciągnął mnie jeszcze bliżej do siebie.
E- Nie mów tego nikomu-poprosiłam.- Idę się położyć- Odsunęłam się od niego i poszłam do pokoju do Harrego. O dziwo nie był aż tak pijany jak mi się wydawało. Nie dawało od niego wódą. Położyłam się a on objął mnie i przyciągnął do siebie.
H-Kocham cię-wymruczał i usnął na dobre a ja razem z nim.

czwartek, 26 grudnia 2013

Rozdział 14

J- Chodź wejdziemy do środka
E-Nie wiem co się między nami dzieje-powiedziałam. -Nie kontroluję tego.
J-Wyluzuj.- Będzie dobrze.-A teraz chodź pójdziemy pośpiewać.
A-Właśnie. chodź-powiedziała i zaciągnęła mnie do mikrofonu.
K-Włączam-powiedziała i włączyła dobrze znany mi utwór.
M-No śmiało-ponagliła mnie Monica
E-Dziewczyny. Ja jadę do domu. Muszę z nim pogadać.
K-Jedź-powiedziała ze śmiechem. Wybiegłam ze studia i pobiegłam do samochodu. Podjechałam pod hotel. Zaparkowałam i pośpiesznie wbiegłam do pokoju chłopaka. Stał przy oknie. Gdy wbiegłam nie odwrócił się. Podeszłam do niego. Stanęłam przed nim. Nie spojrzał na mnie. Patrzył przed siebie. Płakał? Cholera co ja zrobiłam? Ty jebana idiotko-wrzasnęłam na siebie w myślach.
E-Przepraszam-powiedziałam. Spojrzał na mnie.- Wybaczysz mi?-zapytałam z nadzieją
H-Kocham cię-powiedział.
E-Słucham?
H-Kocham cię. -powtórzył.
E-Chodź-powiedziałam
H-Gdzie?
E-Chodź-powiedziałam i zaciągnęłam go do sypialni. Załapał o co mi chodzi. Zaczął mnie całować. Zachłannie i dziko. Nasze czyny przeniósł na łóżko. Po jakże udanych przeprosinach wstałam i założyłam
H-Gdzie idziesz?
E-Do łazienki. Wziąć prysznic.
H-To Idę z tobą. wezmę kąpiel-powiedział
E-To Chodź-powiedziałam szelmowsko się uśmiechając.
             Siedziałam w kuchni z Harrym. Miałam wilgotne włosy. Tulił mnie do siebie na kolanach nucąc utwór jaki mieli wykonać dzisiaj na pierwszym etapie. Przekręciłam głowę tak abym mogła pocałować go w szyję. Zamruczał tak seksownie jak lubiłam najbardziej. Objął mnie ręką i przycisną do siebie jeszcze bardziej. Siedzieliśmy tak trochę kiedy do apartamentu weszli chłopaki i dziewczyny.
E-Co jest?-zapytałam
Lou-Harry... Ty jeszcze nie gotowy?-Zajęczał.
H-Oj... Już idę-powiedział.- Kochanie. Muszę iść-powiedział i wstał ze mną na rękach. Posadził mnie na krzesełku i pobiegł się szykować. Jewel spojrzała na mnie porozumiewawczo. Uśmiechnęłam się tylko a ona jak gdyby nic usiadła obok mnie.
J-Chodź wysuszę ci włosy-zaproponowała.
E-To chodź-powiedziałam.- Ona weszłam głównym a ja przez pokój wejściem.
H-Ej-powiedział gdy otworzyłam drzwi
E-To tylko ja-powiedziałam a on na dźwięk mojego głosy rozluźnił się.
H-Daj mi buzi-poprosił. Podeszłam do niego i pocałowałam w usta. - Będziesz tu kiedy wrócę?
E-Raczej tak. Ale planuję wyjść.
H-Gdzie?
E- Za kulisy do was
H-Zrobisz to dla nas?
E-Dla ciebie. A później może pójdę na piwo czy coś
H-To mi napisz że ciebie nie będzie czy coś
E-Dobrze kotku.
H-Baw się dobrze kochanie-powiedział dając mi klapsa w tyłek.
E-Będę-powiedziałam.- Leć już- chłopak wyszedł a ja weszłam do łazienki
J-Jaki on romantyczny- powiedziała- pogodzona się znaczy tak?
E-Tak.- Usiadłam na wannie a Jewel zaczęła mi suszyć włosy
J- To dobrze.- Jak byście się nie pogodzili to bym mu skopała tyłek tak że by na niego nie usiadł przez najbliższy miesiąc
E-Dzięki Jewel. Poradziłabym sobie z tym sama.
J-Wiem. Ale fajnie by było.
E-Nie. Susz szybko i lecimy ich  pooglądać.
J-Dobrze. A tak właściwie to po się myłaś?
E-To miałam taką potrzebę.
J-Aha..-Powiedziała podejrzliwie-Czy wy...
E-JJ do jasnej cholery..
J-Czyli tak.-Powiedziała bardziej do siebie-
E-Ja pierdziele. Całe życie z debilami.
J-Też cię kocham-powiedziała.
E-No wiem.

czwartek, 5 grudnia 2013

Rozdział 13

Weszliśmy do środka. Poprowadził mnie do chłopaków.
S-Chłopaki proszę was ogarnijcie się
Li-Zapomnij.
E-Wszyscy siadać raz!-wrzasnęłam wszyscy byli przestraszeni. Usiedli.-A teraz mówię wam 1 i ostatni raz jak ktoś piknie słowo i ni będzie się słuchał nie dostanie nagrody.
Lou-A co?
E-Zobaczysz.
Lou-Powiedz.
E-Zamknij się JUŻ!!-odwróciłam się do Simona-Nie ma za co.
S-Wstańcie i zaśpiewajcie mi to ostatni raz-powiedział.
E-Mogę go na chwilę?
S-Jasne. Możecie już iść do samochodu.
E-Dzięki.
H-Co jest?
E-Z tobą też mam sobie do pogadania
H-Oho. To się zacznie.
E-Co to miało być?
H-Kiedy?
E-Rano.
H-Nie chcę o tym  rozmawiać
E-Harry proszę powiedz.
H-Jewel ci nie powiedziała?
E-Ja chce to usłyszeć z twoich ust.
H-Nie chcę o tym rozmawiać-powiedział i wsiadł do samochodu. Przeszłam ze strony kierowcy i odwróciłam się do niego.
E-Harry.- Podniosłam jego głowę i odwróciłam do siebie.
H-Jeszcze ci mało? Musisz na to patrzeć?
E-Muszę. Przepraszam.-Przysuną się do mnie. Spojrzał mi w oczy i zapytał.
H-Mogę?- W odpowiedzi musnęłam jego usta swoimi. Wpił się zachłannie w moje usta. Kiedy już mu ulżyło odsuną się na centymetr.
E-Nie rób mi tego więcej.
H-Tego co teraz?
E-Nie tego co rano
H-Nie będę-powiedział i pocałował mnie jeszcze raz.
E-Oni myślą że się kłócimy
H-I niech tak zostanie.
E-Jak chcesz.
H-To co kłócimy się?
E-Tak.-Kiedy otworzyli drzwi zaczął na mnie krzyczeć. I ta kłótnia miała być na niby ale pokłóciłam się z nim naprawdę. Nie odzywałam się do niego całą drogę. To zabolał co mi powiedział. Jadąc miałam łzy w oczach.  Podjechałam pod hotel-Idźcie do pokoi ja jadę po dziewczyny-powiedziałam  łamiącym się głosem. Wszyscy wysiedli z wyjątkiem Harrego.
H-Nie płacz.
E-Nie płacze
H-Nie płacz.
E-Wiesz jak mnie zraniłeś?
H-Przepraszam nie chciałem.
E-Zrobiłeś to celowo
H-Nie. Wybacz mi-powiedział i przysuną się z zamiarem pocałowania mnie.
E-Nie-zaprotestowałam. Idź już
H-Nie. Chcę cię pocałować
E-Ale ja nie chcę
H-Proszę. Jeden buziak i już mnie nie ma
E-Nie. Idź.
H-Idę ale i tak ci nie odpuszczę
E-Jeszcze się przekonamy.-Powiedziałam gdy wysiadł
            Odjechałam z miejsca ze łzami w oczach. Podjechałam pod studio i
zaczekałam aż dziewczyny wyjdą po mnie. Wyszła tylko JJ/
J-Co jest?
E-Jest jeszcze gorzej. Tylko się z nim pokłóciłam
J-Nie przejmuj się
E-Masz racje gdyby to mnie tak nie bolało

niedziela, 10 listopada 2013

Rozdział 12

          Tu chciałam podziękować Jewelce za pomoc w tym rozdziale.  Gdyby nie jej podpowiedź długo by tu nie było tego rozdziału.
             Obudziłam się rano bardzo wcześnie. Korzystając z okazji że wszyscy śpią poszłam wziąć szybki prysznic. Obmyłam trochę ciało i włosy i wyszłam. Ubrałam się w luźne rzeczy i po cichu poszłam do przedpokoju. Związałam mokre włosy w koka. Założyłam buty i bluzę i wyszłam na spacer. Na dole w barze kupiłam sobie kawę rozpuszczalną i wyszłam na powietrze.  Poszłam do parku i siadłam na ławeczce. Pijąc po woli gorącą jeszcze kawę patrzyłam na grupę przedszkolaków. Kiedy biegła jakaś dziewczynka przewróciła się obok mnie. Szybko postawiłam kubek i podbiegłam do niej i pomogłam wstać.
E-Nie płacz.-powiedziałam.- Zaraz się zagoi.- Dziewczynka spojrzała na mnie i się przytuliła.  Zaraz podeszła opiekunka
O(opiekun)-Co się stało?
E-Przewróciła się
O-To nic. Chodź. -zwróciła się do dziewczynki- Dziękuję powiedziała uśmiechając się do mnie. Również się uśmiechnęłam. Usiadłam z powrotem na ławce i zadzwonił mój telefon.
E-Halo?
H-Gdzie Ty kurwa jesteś?!-warkną. Rozłączyłam się schowałam telefon do kieszeni.  Wiedziałam że będą do mnie wydzwaniać. wyciszyłam tylko aparat i kończąc kawę siedziałam na ławeczce.
E-Ja pierdole -powiedziałam sama do siebie. i odebrałam- Czego-warknęłam.
H-Przepraszam.
E-I?
H-Proszę wróć.
E-Spieprzaj.-rozłączyłam się. wyrzuciłam kubem termiczny po kawie i ruszyłam do miasta. Idąc sobie ulicą natknęłam się na małe opuszczone studio muzyczne. Uśmiechnęłam się pod nosem i weszłam do środka
                Zamknęłam drzwi o dziwo w środku jest klucz. Zamknęłam na klucz. Włączyłam muzykę z deski rozdzielczej. Leciało mi Try.  Złapałam za tekst i zaczęłam śpiewać.
Śpiewając czułam jak złe emocje powoli ode mnie odpływają. Korzystając z ulgi jaką niesie muzyka i słowa wymawiane przez moje usta, zamknęłam oczy i pogrążyłam się w pięknej nieświadomości. Odcinając mózg od uczuć i myśli latających sfawolnie po głowie czułam się idelanie, ale każda chwila kiedyś się kończy. Moja chwila skończyła się wraz z końcem piosenki. Odkładając tekst na stolik, bezwładnie opadłam na podłogę a po moim policzku popłynęła jedna samotna łza.
E- Dlaczego wszystko musi być tak skomplikowane? - szepnęłam, i podciągając kolana pod brodę, zaczęłam cicho szlochać.
        Kiedy zaczął dzwonić do mnie telefon zmusiłam się żeby zobaczyć na wyświetlacz."Jewel" No to jak już ona dzwoni to cos się dzieje albo jest ze mą źle.
E-Halo-przybrałam już prawie naturalny ton głosu.
J Emily?
E-No tak.
J-Płaczesz?-O kuźwa.
E-Nie.
J-Tylko
E-Śpiewałam i zachrypłam
J-Gdzie jesteś
E-W taki starym studio
J-Gdzie?- Szybko podałam jej adres.
E- Ale nie przyprowadzajcie chłopaków. Same bądźcie jak chcecie
J No spoko.
E-To mam się was spodziewać
J-Tak wyślemy ich na próbę i przyjdziemy
E- no ok
J-Ale musimy być przed końcem próby.
E-Wy będziecie.
J-Pogadamy jak będę
E-Aż się boję
J-I masz racje
                   Siedziałam przy fotelu i czekałam na dziewczyny. Długo się nie naczekałam.
J-Możecie nas chwilę zostawić same?-zapytała
M-No jasne
J-Dzięki. -Dziewczyny przeszły do studia a ja zostałam sama z JJ-Co ty robisz?
E-Siedzę
J-Czemu tak go traktujesz? Wiesz że on przez ciebie płakał i chciał się pociąć?-Jak to usłyszałam po moich policzkach popłynęły niechciane łzy.- Wróć z nami.
E-Nie wrócę z wami. Idę teraz-zaśmiała się. Zerwałam się i wzięłam kluczyki od niej i pojechałam pod dom ich trenerów. Nie musiałam długo czekać. Wyszedł Harry. Gdy go zobaczyłam szybko podeszłam do niego i rzuciłam mu się w ramiona. Z ulgą mnie ujął i zakręcił dookoła.
E-Przepraszam-wyszeptałam.
H-Ja tez. Nie miałem takiego prawa.
E-W porządku.
H-Wejdziesz?
E- Nie.
H-Może jednak wejdziesz? Simon już sobie z nami nie radzi
E-To mają przejebane
H-Aż się boje
E-I masz racje.

sobota, 26 października 2013

Rozdział 11

                  Pozwalałam swoim emocjom ujść z łzami. i ścieknąć z wodą. Po chwili w łazience Pojawiła się JJ.
J-Evie co się stało?
E-Nic-powiedziałam łamiącym się głosem.- Możesz zamknąć drzwi na klucz?
J-Jasne.-Wstała i podeszła do nich przekręcając klucz w zamku.-więc słucham co się stało?
E-Nic się nie stało. Mów co z Zaynem-powiedziałam odsuwając jedną część szyby żeby ją widzieć. Usiadłam w brodziku i patrzyłam na nią
J-Jest okey. Nie uwierzysz. Pocałował mnie. A propos... Miałaś mu nie mówić nic.
E-I słowa dotrzymałam.-Powiedziałam patrząc z powagą w jej czekoladowe oczy.
J-No weź powiedz co ci jest bo nie mogę patrzeć jak cierpisz.
E-Nic mi nie jest. Serio.
J-Wiesz że mnie nie oszukasz.-Westchnęłam ciężko i powiedziałam
E-Zobaczyłam za dużo. Lepiej?
J-W jakim sensie?
E- Boże Jewel. Nic mi nie jest. Poradzę sobie.
J-Mów o co chodzi?
E-Podaj mi ręcznik-powiedziałam a ona odwróciła się i podała mi ręcznik. Owinęłam się nim i wyszłam.-Chodzi o Harrego
J-A co zrobił
E-Nie ważne. Zranił mnie
J-Zapewne chodzi ci o malinkę
E-Tak
J-Trzeba było tak od razu . Już ci mówię... A więc graliśmy w butelkę i wypadło na Louisa I Zayn kazał zrobić Harremu malinke. A on się upierał że ci się to nie spodoba.
E-Powiedział tak?
J-Tak. Skoro już tu jestem mogę się umyć tu jest tak ciepło
E-Jasne. Zaraz wracam idę tylko po coś ciepłego
J-Oki- powiedziała i ja wyszłam. wzięłam sobie dresy i ciepły sweterek. Już miałam wejść z powrotem do łazienki ale Poczułam ręce na brzuchu
E-Harry...
H-Ja
E-Co chcesz?
H-Czemu się tak zdenerwowałaś?
E- Przypomniałam sobie o czymś
H-I aż tak się wściekłaś?
E-Tak mogę już iść wysuszyć włosy. Musze jeszcze pogadać z JJ
H-Jasne-mrukną całując mnie w szyje. Szybko poszłam do łazienki i zamknęłam drzwi na klucz. Jewel już siedziała w wannie pełnej wody z pianą.
J-A powiesz mi o czym gadałaś z Zaynem na spacerze?
E-O zespole.
J-I?
E-O tobie. Pytał mnie się co może zrobić żeby cię zdobyć bo mu na tobie zależy.
J-Co?- prawie pisnęła
E-No tak . To ja mu powiedziałam żeby spróbował.
J-Dziękuję-powiedziała.
E- Nie ma za co.
                                        ***
                Siedziałam na ganku i piłam kawę. Świeże ranne powietrze dobrze mi zrobi. Patrzyłam jak słońce wschodzi.  Z toku myśli wyrwał mnie głos JJ
J-Co tak sama siedzisz?
E-Tak sobie.
J-O czym myślisz?
E-Co będzie dalej
J-Będzie dobrze. -mówiąc to odgarnęłam mi z twarzy zabłąkany lok.
E-A co będzie jeśli oni nie przejdą? Co jeśli odpadną?
J- Em Będzie dobrze.
E-Nie. Ja nie mogę spać po nocach.
J-Będzie dobrze
E-Miejmy nadzieję. To co pakujemy się?
J-Tak. Wypadało by
E-To idziemy.
                     Do wyjazdu zostało nam parę minut a oni jeszcze ganiają po domku. W końcu wsiedliśmy i odjechaliśmy. Na miejscy pokazano nam pokoje. Tak jak byliśmy wcześniej tak mamy teraz. O 19 mamy sobie zrobić próbę taką wstępną żeby wyczuć swoje głosy.
E-No dobra to ustawcie się w półkolu.-powiedziawszy to posłusznie wykonali prośbę.- A teraz weźcie sobie teksty i zaśpiewajcie to. 
Wskazałam na kartkę a do mnie podeszły dziewczyny. Puściłam podkład i zaczęli śpiewać.
K-Oni mają szansę powiedziała
A-No ma 100% będą mieli któreś miejsce
M-Nieźle im idzie- wykrztusiła
E-Nie nie nie-podeszłam do nich.  Stanęłam przed Louisem - Rozluźnij się-powiedziałam- Spróbuj nie skupiać całej uwagi na muzyce i nie zaciskaj gardła
K-Luźno. Strząchnij się może ci to pomoże.
Lou-Dzięki. Spróbuj sam ten kawałek.
Na takiej zabawie zleciał nam cały wieczór i na koniec wyszło tak że spaliśmy wszyscy razem w salonie.

czwartek, 10 października 2013

Rozdział 10

Leżałam i się wygrzewałam. Nagle poczułam silny ból głowy. Skrzywiłam się.
H-Co jest?
E-Nic mi nie jest.
H-Ale cię boli.
E-Nic mi nie będzie. Wiesz może chodź do nich.
H-Ale zmarzniesz
E-Nie zmarznę Wezmę ze sobą koc
H-Ok. Jak chcesz.
E-Dlaczego po mnie poszedłeś?
H-Nie ważne
E-Ważne. Proszę powiedz.
H-Może kiedyś. -powiedział wymijająco.
E-Harry-zatrzymałam go przy drzwiach wejściowych.- Powiedz mi.
H-Nie.
E-Proszę cię
H-Nie chce wyjść na idiotę
E-Kurwa mać mów i to już-warknęłam na niego.
H- Bo mi się podobasz.- Zrobiłam wielkie oczy. Nie wierzyłam w to co mówi.
E-Ale Harry ja...
H-Nic nie mów. Chodźmy na to ognisko.-powiedział a ja posłusznie wyszłam z domu. Usiadłam z nim na podwójnym fotelu i się przytuliłam. On chętnie mnie objął. Chłopaki jak to chłopaki włączyli muzykę i zaczęli pić. Przy 3 kolejce jak doszło do mnie
E-Mi już nie lej. Nie chcę
Z-Dlaczego?-zrobił wielkie oczy.
E-Nie chcę już. Ktoś będzie musiał was do domu pozaciągać-
Z-No tak. Zawracam honor
J-Ej mała idziemy się przejść?
E-No czemu nie.-powiedziałam wstając. Harry na mnie popatrzył i puścił moją dłoń. Zostawiłam mu koc i ruszyłam za JJ. Wiedziałam że coś jest nie tak. Wiedziałam to po jej zachowaniu.- Jewel co się stało?
J-Nic-powiedziała z maską obojętności na twarzy.
E-Zdejmij tą maskę obojętności i powiedz.
J-Nic się nie dzieje.-Przeszłyśmy za domek i Starała się opanować emocje.
E-Jewel do cholery powiedz mi co się dzieje.
J- Nie mogę patrzeć jak Zayn...-urwała
E-Podoba ci się Zayn?
J-Tak
E-Trzeba było powiedzieć
J-Nie. Nie mów mu nic
E-Nie powiem ale pogadam.
J-Nie.
E-Pogadam tak od niechcenia.
J-Nie proszę. Nie mów mu tego.
Z-Komu i czego?-zapytał. Ale jak zobaczył Jewel zapłakaną... Był w szoku.-Jewel co się stało?-zapytał przestraszony
J-Nic-powiedziała próbując doprowadzić się do porządku.
E-Jewel poradzisz sobie? Ja pójdę się z nim przejść
J- Tak-Powiedziała  a ja wyczytałam z ruchu jej warg" niemów mu nic" Skinęłam głową
E-Chodź Zayn.-Powiedziałam Do chłopaka i ruszyliśmy w las.
Z-Evie dokąd mnie prowadzisz?
E-Donikąd tak o sobie idziemy się przejść.
Z-Aha.
E- Zayn mogę się o coś zapytać Tylko odpowiedz mi szczerze.
Z-No jasne.
E- Co Wam powiedzieli dokładnie jak poszliście za kulisy.
Z-Powiedzieli że nie mogą nas przyjąć jako solistów ale mogą jako zespół a my od razu się zgodziliśmy
E-Dzięki.
    Kawałek szliśmy w milczeniu. Kiedy doszliśmy nad strumień powoli weszliśmy na kamienie rwącej rzeczki. Usiedliśmy i siedzieliśmy.
Z- Powiedz mi co się stało JJ?
E-Mam się nie odzywać
Z-Proszę. Zależy mi na niej ale boję się że mnie odtrąci.
E-Aha. Nie mogę powiedzieć.  Ale mogę ci doradzić. Jak wrócimy to ją przytul. Jak odwzajemni uścisk to masz u niej szanse jak nie to przykro mi.
Z-Możemy już wracać?
E-Tak -zaśmiałam się.- Idź ja dołączę później. Chcę jeszcze posiedzieć tutaj.
Z- Tylko zejdź z tych kamieni. Nie chcę żebyś znowu spadła
E-Dobra.-powiedziałam i usiadłam na brzegu.
Z-To ja idę a Ty bądź grzeczna
E-Dobrze Tato-zaśmiałam się
       Zayn poszedł a ja siedziałam i siedziałam W końcu zaczęło robić się ciemno i postanowiłam wrócić. Kiedy podeszłam do ogniska zobaczyłam że Wszyscy są nawaleni w 3 dupy ale nie Harry. Podeszłam do Zayna wzięłam paczkę papierosów i odeszłam kawałek. Loczek cały czas obserwował mój ruchy. Kiedy odwróciłam wzrok w jego stronę nasze spojrzenia się spotkały.  Gdy spaliłam jednego wróciłam do ciepła wpakowałam się Harremu pod koc i się do niego przytuliłam żeby się ogrzać. Jednak kiedy zobaczyłam na jego szyi malinkę ostro się wściekłam. Ze łzami w oczach weszłam do domku i poszłam do walizki wzięłam ciepłe ubrania i poszłam pod prysznic. Puściłam gorącą wodę i weszłam pod strumień. Szybka była matowa do większej części całego szkła. Siedziałam i płakałam.

niedziela, 1 września 2013

Rozdział 9

           Gdy dojechaliśmy na miejsce domek już był gotowy. Chłopaki wpadli na pomysł żeby zrobić ognisko. Razem z dziewczynami poszłyśmy do kuchni przygotować mięso na grilla i jakieś lekkostrawne przekąski typu sałatka czy coś. Nacinając kiełbasę zamyśliłam się doprowadzając do pociapania palca. Na ziemię sprowadził mnie głos Amy.
A-Coś ty zrobiła?!!
E-Co?-zapytałam zdezorientowana.
A-Prawie sobie palca ucięłaś.
E-Amy nic panikuj. Nic mi nie jest.
A-Ale jest strasznie dużo krwi.-zaczęła śmiesznie wymachiwać rękami.
E-Amy!!!-wrzasnęłam tak głośno że prawdopodobnie  usłyszeli mnie chłopaki na dworze po mimo głośnej muzyki.- Wyluzuj. Nic się nie stało.
A-Jak nic się nie stało to okaż
E-Żebyś mi tu zemdlała? Zapomnij.
A-Mi nic nie będzie. Pokaż.
E-Oj przestań.
A- Pokaż!- teraz to ona wrzasnęła
J-Co jest?-do kuchni weszła JJ która wyszła gdzieś na chwilkę.
E-Nic się nie dzieje
A-Skaleczyła się i nie chce pokazać.
J-Siad
E-Psem nie jestem-burknęłam.
J-Pokaż
E-Jewel proszę cię... Nic mi nie jest drobny wypadek przy pracy
J-Pokaż.
E-Spadaj-powiedziałam wstając i wychodząc z kuchni.
            Założyłam bluzę i wybiegłam. Słyszałam jak za mną krzyczeli ale miałam to za przeproszeniem w dupie. Wbiegłam w las. Biegłam przed siebie nie zważając na nic. W pewnym momencie upadłam i mało brakowała a wpadłam bym do potoku. Wstałam i podeszłam do niego. Przez chwilę patrzyłam jak płynie a później weszłam ostrożnie na pierwszy kamień.
            Gdy byłam już na środku usiadłam na jednym z kamieni. Siedziałam i patrzyłam jak woda rozbryzguje się o kamienie. Zamyślona siedziałam tak dość długo kiedy z głębi lasu zaczęły dochodzić mnie krzyki chłopaków.  Kiedy wstałam chcąc wyjść potknęłam się i z okrzykiem poleciałam na drugi dość duży kamień.
           Krzyki stały się bardziej wyraźne słyszałam łamane gałęzie pod nogami. Nie miałam siły podnieść głowy żeby zobaczyć co się stało. Przez chwilę była ciemność. Gdy udało mi się otworzyć oczy zobaczyłam tego z blond włosami nad głową a loczka trzymającego mnie w ramionach tulącego do siebie.
H-Och dzięki Bogu...-wydusił z siebie.
N-Spokojnie. zaraz będziesz bezpieczna.
E-Boli-wychrypiałam.
N-Cholera krwawi.
E-Ni nic mi nie będzie. Postaw mnie mogę sama iść na własnych nogach.
H-Nie. Zaniosę cię.
E-Nie. Proszę pozwól mi iść.
N-Pozwól jej. Ładnie prosi i twierdzi że jest w stanie iść.
H-Dobrze.
         Z ich pomocą wróciłam do domu. Tam cała reszta odetchnęła z ulgą. Kolana się pode mną ugięły i Zielonooki mnie złapał. Zaniósł mnie do domu i położył na łóżko gdzie obok stała jego walizka. Przykrył mnie kocem i położył się obok mnie. Bez dwu zdań przytuliłam się do niego. Kątem oka zobaczyłam że tam stoi moja torba.
E-Pozwolisz że się przebiorę z tego?
H-Tak proszę-powiedział.- Już sobie idę.
E-Nie musisz. Jak chcesz to zostań-powiedziałam.
H-Dzięki.
E-Tylko mi nie mów że jeszcze nie widziałeś dziewczyny w bieliźnie.-powiedziałam a on się zarumienił.
H-Noo..
E-No tak. Okey.
          Położył się i patrzył w sufit. Ja w tym czasie zrzuciłam z siebie te mokre i brudne ciuchy i założyłam ciepłe leginsy i gruby sweterek. Do tego grube skarpety i botki emu. Położyłam się obok niego a on starannie utulił mnie kocem...

sobota, 31 sierpnia 2013

Rozdział 8 ROZDZIAŁ SPECJALNY

              Siedziałam i słuchałam jak śpiewa. Strasznie miał ściśnięte gardło.
E-Zayn rozluźnij się
Z-Nie mogę.
E-Przysuń się. -Przysuną się z krzesłem a ja rozmasowałam jego  krtań.- Lepiej?
Z-Tak dzięki. Kochana jesteś.
E-To co idziemy?
Z- Idziemy.-powiedział. Poszliśmy na dół i czekaliśmy aż nas wywołają. Zaraz obok mnie pojawiła się ciemnowłosa dziewczyna z tym uroczym blondynkiem. Spojrzałam na nią co wywołało u mnie jeszcze większy atak śmiechu.
J-I czego się rechoczesz żabko?
E-Nie nic. Sorry.
J-Emily ogarnij dupe.
E-Spoko.
Z-To ty ją znasz?
E-Tak jakby...
J-Emi a może przedstawisz mnie temu przystojniakowi?
E-JJ nie fatyguj się...
J-Oj przesadzasz...
E-Może.
       Zaraz obok nas pojawiły się obok nas trzy dziewczyny. Dwie ciemne blondynki i jedna z ciemnymi włosami. Staliśmy i czekaliśmy aż nas wywołają. Widziałam jak mu się trzęsą ręce.
        Gdy wywołali go przed wyjściem na scenę popchnęłam go tak że prawie się przewrócił co wywołało śmiech Simona. Ale pomogło zaśpiewał perfekcyjnie. Zszedł cały roztrzęsiony. Odeszłam z nim na bok i przytuliłam.
E-Zayn spokojnie. Będzie dobrze przejdziesz spokojnie.
Z-Mam nadzieję.
E-Przejdziesz. Ja ci to mówię. Z boku to dobrze widać. Widziałam ten błysk w jego oku.
Z-Dziękuję.
E-Nie masz za co
             Czekaliśmy na wyniki. Kiedy wyczytywali nazwiska stałam tak zdenerwowana że szok. Kiedy nie wymienili jego nazwiska sama się popłakałam. Nie wierzyłam. Załamałam się. Zayn podszedł do mnie i przytulił.
Z-Nie płacz
E-Nie wierzę-wyszlochałam.
Z-Spokojnie.
E-To nie może tak być... Nie tak
Z-Spokojnie. Już dobrze
E-Nie mogę. muszę wyjść.
Z-Chodź spakujemy się i wracamy
E-Okey.
               Pozwoliłam mu się prowadzić do pokoju. tam też zobaczyłam resztę dziewczyn które stały obok nas. Po Jewel poznałam że on też się nie dostał. Spakowaliśmy rzeczy i już mielimy wychodzić grupą z hotelu ale nas zawrócili. Kamień spadł mi z serca.  Cieszyłam się w duchu że nas zawrócili a z drugiej strony nie wiedziałam co się dzieje. Za prośbą Zayna poszłyśmy w piątkę do naszego apartamentu i czekaliśmy. To były najdłuższe minuty mojego życia. Poznałam się z pozostałymi dziewczynami. Ciemnowłosa dziewczyna to Amy Blondynka to Kate a ostatnia to Monic. Zaraz wpadli do pokoju "podłamani chłopcy" Załamałam się widząc ich wszystkich. Do oczy napłynęły mi łzy. Już miałam wstać kiedy blondyn wrzasną
N-Przyjęli nas jako zespół.-Zeszło ze mnie całe ciśnienie. Kolana się pode mną ugięły Loczek złapał mnie w locie. Zakryłam twarz w dłoniach. Podeszła do mnie Jewel i Amy
A-Hej. W porządku?-pokiwałam głową z ulgą. Posadzili mnie na kanapie i rzucili się do grupowego uścisku. Przyszedł ktoś do pokoju i oznajmił im że mają jechać do domu jednorodzinnego i maja dzień przerwy. Więc zebraliśmy swoje rzeczy i ruszyliśmy w drogę.

czwartek, 22 sierpnia 2013

Rozdział 7

Dzień w szkole niesamowicie mi się dłużył. Na ostatniej lekcji żeby nie usnąć wyjęłam szkicownik i bazgroliłam na kartce. Upewniwszy się jeszcze że mam klucze od bramy Zayna zaraz po wyjściu zadzwoniłam do Violetty.
V-Hej Emi. CO tam?
E-Słuchaj potzrebna mi zgrana ekipa za pół godziny.
V-Się robi.
E-A i towar niech mają ze sobą. Za pół godziny pod tym adresem.-podałam jej adres i poszłam szybko do domu. Przebrałam się w luźny dres wzięłam zapas wody.
M-Uważaj na siebie.
E-Jak zawsze mamuś.-Powiedziałam i wyszłam. Tam już na mnie czekali.-Hej. Sorka.
V-Dobra do roboty.
Poszliśmy za dom do ogrodu. Tam rozłożyłam plany. wszystko wytłumaczyłam i wzięliśmy się do roboty. Wieczorem tak ok 23.30 było już gotowe. Zadowolona że już wszystko zrobione i mogę iść do domu pożegnałam się z ekipą ale chcąc wyjść z podwórka zostałam złapana w talii Nie miałam nawet siły się szarpać.
Z-Dzisiaj  śpisz u mnie.
E-Nie muszę iść do domu.
 Z-Nie możesz.
E-A to z jakiej racji?
Z-Bo cię proszę.
E-Nie muszę mama będzie się martwić.
Z-To pozwól że cię odwiozę.
E-Musisz?
Z-To prawie na drugim końcu miasta.
E-Dobra.
*dzień przed wyjazdem do X-Factor'a*
M-Na pewno wszystko spakowałaś?
E-Tak mamo. Już ci mówiłam. Muszę tylko pobrać z konta pieniądze.
M-Mówiłam ci żebyś wzięła moją kartę kredytową.
E-Mamo!
M-No dobra już...--Przytuliłam się z nią i wyszłam. Przed domem stał Zayn.
Gdy mnie zobaczył wyszedł i przytulił mnie. Zapakował mi do bagażnika torbę i odjechaliśmy. Dojechaliśmy po jakimś czasie. Weszliśmy do hotelu przeznaczonego dla uczestników X-Factor'a. Dostaliśmy apartament z dwoma pokojami. Gdy jechaliśmy windą zauważyłam jak chłopakowi trzęsą się dłonie.
E-Zayn...
Z-Co?
E-Popatrz na mnie.
Z-CO?
E-Ochłoń. Będzie dobrze. Na prawdę.
Z-Mało mi to pomaga.
E-No chodź-powiedziałam i przytuliłam go do siebie.- Musisz ochłonąć. Rozluźnij się.
Z-Postaram się.
E- Co robisz żeby się rozluźnić.
Z-Nie chcesz wiedzieć-zarumienił się
E-Słucham.
Z-Mówię poważnie nie chcesz wiedzieć.
E-O boże...-zaśmiałam się.
Z-Zaraz muszę przećwiczyć piosenkę i iść po numer.
E- No dobra. Iść z tobą?
Z-Byłbym wdzięczny.
E-Nie ma sprawy. Po to tu jestem.
Z-Dziękuję.
W tym momencie drzwi windy rozsunęły się i do windy wsiadł jakiś blondyn z ciemnowłosą dziewczyną. Miała dobre 175 cm i zajebiaszcze brązowe oczy. Zaśmiałam się bo ja ją znałam. Nie mogłam się powstrzymać i wybuchłam śmichem.
Z-Mała co ci?
E-Przyzwyczajaj się. I nie mała tylko niska.
Z-Kotek nie bulwersuj się.
E- Zaraz oberwiesz za tego kotka.
Z-Dobra.
Winda się zatrzymała i wyszliśmy. Poszliśmy do apartamentu i położyliśmy nasze rzeczy i poszliśmy po numerek.
E-Nie denerwuj się.
Z-Ale jak... Tam jest ten Simon... Boję się... Jego ciężko przekonać do siebie.
E-Nie prawda. On jest spoko. Nie zdradza swoich emocji żeby pokazać uczestnikowi że potrafi zaśpiewać.
Z-Ale.
E-Chodź przećwiczysz sobie piosenkę.-powiedziałam.

poniedziałek, 29 lipca 2013

Rozdział 6

Rozdział specjalnie dla Jeweki ponieważ masz dzisiaj imieniny:) ( I napisane twoim ulubionym kolorem:)

Pozdrawiam Gabrysia:)

Z-Emily... Nie gniewaj się
E-Nie gniewam...
Z-Udowodnij.
E-Jesteś tego pewny?
Z-Jestem.
Podeszłam do niego i popatrzyłam mu w oczy. Przysunęłam się do niego i szepnęłam na ucho.
E-Nie gniewam się. Idź spać...Jutro szkoła.
Z-A ty?
E-O mnie się nie martw.
Z-Ale... Jutro będziesz nieprzytomna.
E-Mną się nie przejmuj.
Z-Dobra. Jak chcesz.
Wrócił do pokoju a ja siedziałam w kuchni do rana i rysowałam. Przynajmniej mam 2 projekty z głowy. Spojrzałam na zegarek była 6,30. Zaraz przyszła mama.
M-Znowu nie spałaś?
E-Nie mogłam zasnąć-powiedziałam.
M-Co się dzieje-zapytała.
E- Nie wiem co mam już robić.
M-Posłuchaj co ci mów serce.
E-Serce mówi mi jedno a rozum drugie.
M-Chcesz zostać w domu i pomyśleć??
E-Nie. pójdę do szkoły.
M- Jak chcesz.
E-Idę zapalić. Idziesz ze mną?
M-Nie. I wiesz że nie pochwalam tego.
E-Wiem ale muszę coś ze sobą zrobić.
M-No dobrze idź. A i obudź go niech się szykuje.
E-Dobra.
Poszłam do mojego pokoju. Tam zobaczyłam że już wstał i się ubiera. Przeszłam obok niego i wzięłam paczkę papierosów i wyszłam na balkon. Zapaliłam jednego i kucnęłam opierając łokcie na kolanach. Zaraz wyszedł Zayn.
Z-Mogę odzyskać moje fajki?-Spojrzałam na niego i wskazałam na parapet-Dziękiś. Spała dzisiaj?
E-A nie widać?
Z-No nie. jesteś bardzo zmęczona.
E-Nie ma tragedii
Z-Ta widzę. Kiedy mam ci dać klucz od bramy?-Wyciągnęłam rękę do niego i wręczył mi kluczyki.
E-A ty będziesz miał?
Z-Tak.
E-Okej.
Z-Kiedy zaczniesz?
E-Nie wiem. Może zaraz. Może po zajęciach...
Z-Aha spoko.
E-Zayn... Ja  przepraszam za moje zachowanie wczoraj wieczorem.
Z-Nie przepraszaj. Nic się nie stało.
E-Dzięki.
Z- A będziesz sama czy z pomocnikami?
E-Z pomocnikami. Sama sobie nie poradzę na przykład z ziemią czy z kamieniami pod altankę.
Z-No też racja. Ej... Mam pytanie...
E-Mmm?
Z-Moja mama posyła mnie do X-Factor'a
E- A co ja mam z tym wspólnego?
Z-Nie chciałabyś pójść ze mną jako osoba towarzysząca.
E-Że ja?
Z-A widzisz kogoś obok mnie?
E-No nie ale...
Z-Proszę...
E-Musiałabym pogadać z mamą. A kiedy jest casting?
Z- W październiku.
E- To jeszcze trochę jest czasu.
Z-Trochę... Prawie pół roku.
E-Dobra to już nie będę przyjmowała zamówień a zrobie to co mam do zrobienia.
Z-Dziękuję ci...
E-Nie ma za co...
Z-To idziemy do szkoły?
E-Tak już... tylko dokończę ok?
Z-Okey. To ja pościelę po sobie i zbiorę książki.
E-Dobra.

piątek, 19 lipca 2013

Heej

Serdecznie zapraszam na mojego nowego bloga. Mam nadzieję że się spodoba.   http://el-verdadero-amor-nunca-muere.blogspot.com/  i proszę w komentarzach co myślicie. Jakie są wasze odczucia. Nawet jeśli ktoś nie chce się ujawniać niech napisze anonimowo. I serdecznie podziękować za już ponad 1000 wejść na mojego bloga. Serdeczni dziękuję :*

piątek, 12 lipca 2013

Rozdział 5

Wzięłam co było mi potrzebne i wyszłam.
E-Usiądź tu-pokazałam na łóżko. Chłopak posłusznie wykonał polecenie. Polałam jedną gazę i delikatnie przyłożyłam mu do buzi. Cały czas patrzył mi się na usta.-Jeśli cię pocałuję przestaniesz się patrzeć na moje usta?
Z-Nie.
E-To się nie patrz.
Z-Ale nie umiem przestać.
E-A jak cie jebne to przestaniesz?
Z-Raczej nie.
E-Zayn Proszę cię.
Z-No dobra już zamykam oczy.
E-Dzięki.- Zamkną oczy a ja powróciłam do przemywania buzi.
Z-aaałaaa-sykn
E-Przepraszam-Skończyłam przemywać mu te cholerne rany.- Kładź się.-Popatrzył na mnie dziwnie-No już. Ja idę się umyć.-Pokiwał głową i położył się. Weszłam do łazienki i szybko umyłam się. Ostatni raz spojrzałam w lustro i wyszłam. chłopak patrzył w sufit zastanawiając się nad czymś.
E-Nad czym myślisz?
Z-Nad niczym.
E-Jak chcesz.
Przekręcił się na bok i poszedł spać. Odczekałam chwilę upewniając się że śpi wstałam po cichu i poszłam do okna siadając w nim okryłam się kocem i dość długo wyglądałam. W ogóle nie mogłam zasnąć. Ok godziny 3 nad ranem Zayn się przebudził.
Z-Czemu nie śpisz?- Zapytał. Ja nie odpowiedziałam. Wstał z łóżka i podszedł do mnie. Starałam nie zwracać na niego uwagi. On jednak nie zamierzał zrezygnować. Znienacka podniósł mnie i siadając na moim miejscu posadził sobie na kolanach. Próbował mnie do siebie przytulić ale zawzięcie siedziałam prosto. Wstałam z jego kolan i poszłam do łazienki zostawiając uchylone drzwi. Podeszłam do lustra i oparłam się o umywalkę przyglądając się swojemu odbiciu.- Powiesz mi co się stało?
E-Nie.
Z-Dlaczego?
E-Bo nie mam ochoty.
Z-Zawsze jesteś taka uparta?
E-Jak widać.
Z- Jak chcesz.
E-Dzięki.
Z-Słucham?
E-Dzięki.
Z-Za co?
E- Za to że go wygoniłeś.
Z-Posłuchaj...-zaczął  i podszedł do mnie- Nie musisz mi dziękować.
E-Muszę.
Z-Nie. I nie spieraj się ze mną.- Dopiero teraz zobaczyłam że jest w spodniach. Swoje oczy przeniosłam na jego umięśniony tors. Wyciągnęłam dłoń i przejechałam po nim zatrzymując się na spodniach. Jego źrenice się powiększyły. Złapał moją dłoń- Emily....- Spojrzałam na niego i zobaczyłam w jego oczach strach. Zabrałam rękę i nie patrząc mu w oczy wyszłam.  Szybko założyłam coś na siebie. Zayn widząc że planuję gdzieś wyjść złapał mnie w talii i odwrócił do siebie i zaczął się przybliżać chcąc mnie pocałować.
E-Nie-powiedziałam a on zatrzymał się może z 10 milimertów od moich ust. Odepchnęłam go od siebie i wyrwałam mu się i pobiegłam do kuchni. On biegł za mną
Z-Emily. Ja.... Przepraszam nie wiem co mnie naszło
E-Daruj sobie-powiedziałam i podeszłam do okna.

środa, 26 czerwca 2013

Rozdział 4

Gdy wszystko było już przerzucone zastanawiałam się nad tą altanką.
E-Nie wiem czy to jest dobry pomysł z tą altanką w tym miejscu.
Z-Dlaczego-spytał odrywając się od moich oczu. Spojrzał na ekran.
E-Nie wiem mi tam ona nie pasuje.
Z-Nie wiem. Już sam nie wiem czego chce.
E-To tak to by wyglądało.-Pokazałam mu ukończony projekt na monitorze.
Z-Nie miałbym pewności co to tego skalniaka przy domu.
E-CO w nim nie tak?-zapytałam trochę smutna.
Z-No nie wiem. Ja bym go widział na środku.
E-Okey. Przeniosłam go na środek.
Z-Jest ok.
E-Super.-Mruknęłam pod nosem. Siedziałam tak z nim do 21.
Z-Już późno. pójdę już.
E-Moja mama cie nie wypuści.
Z-Więc co?
E-Musisz spać tu.
Z-Tu?-Spytł zdezoirentowany
E-No tu, tu to znaczy tam-pokazałam łóżko obok mojego.
Z- Ale...
E-Proszę cie.
Z-Ale...
E-Przymknij się.-powiedziałam.
Z-Okey. Boje się.-zaśmiał się a ja razem z nim.
E-Dobra szoruj się myś.
Z-Ok-powiedział i poszedł do łazienki Zaraz w pokoju pojawiła się moja mama.
M-Hej.
E-Hej. Co tam?-Właśnie puścił wodę
M-Zostaje?
E-No tak.
M-To dobrze bo i tak bym go nie wypuściła. Gdzie go położysz?
E-Obok na łóżku.
M-Ok. Miły z niego chłopak.
E-Mamo!-zaśmiałam się.
M-No co?-zapytała udając obrażoną.-Bierz się za niego-powiedziała mi na ucho.
E-Pomyśle nad ta propozycją.
M-Ok. Miłej nocy
E-Nie dzięki-mruknęłam pod nosem. Gdy ścieliłam jego łóżko zadzwonił mi telefon który jak się okazało był w łazience.
Z-Ej telefon ci dzwoni-powiedział-no coś ty-pomyślałam-wejdź jak chcesz.
Weszłam po telefon kiedy chłopak wycierał buzię ręcznikiem.- Nie odbierasz?
E-Nie-powiedziałam drżący głosem.-nie rozpłaczę się, nie rozpłaczę się, nie mogę...
Z- cos się stało?
E-Kuźwa ogarnij się-powiedziałam do siebie.
Z-Co się dzieje?
E-Nic-powiedziałam i wyszłam na balkon biorąc po drodze jego paczką papierosów. Na balkonie trzęsącymi się rękoma odpaliłam jednego. Do pokoju wleciał Kriss
K-Gdzie?-warkną na mnie?
E-W dupie-powiedziałam.
K-Dawaj
E-Nie mam.-krzyknęłam. Ten idiota podniósł na mnie ręke i uderzył mnie dość mocno W tedy na balkon wkroczył Zayn.-Zayn nie.-powiedziałam nie spuszczając z niego wzroku.
Z-Wynoś się-warkną na niego.
K-Bo co?
Ale nie zdążyłam nic powiedzieć bo doszło do bójki. Co robić. Co robić Emily rusz głowa mój wzrok zatrzymał się na butelce. wzięłam ją i uderzyłam Krissa który padł na ziemię. Wstał i otłumiony wyszedł z domu. Do pokoju wbiegła moja mama. Była przestraszona.
M-Co to było?
E-Nic mamo. Już jest w porządku- powiedziałam takim tonem że wiedziała że ma wyjść. Opuściła pokój a ja podeszłam do Zayna siedzącego na balkonowej podłodze.-Zayn.-Kucnęłam obok niego.-Nic ci się nie stało?
Z-Nie-wyszeptał.
E-Chodź-powiedziałam łapiąc go pod ramię.
Z-Podniosę się-powiedział. Gdy wszedł do domu I zobaczyłam jego twarz moje ręce na nowo zaczęły się trząść.- Nic się nie stało.
E-Nie mów tak. To moja wina.
Z-Nie twoja wina.-złapał mój podbródek zmuszając do spojrzenia na niego. Owszem zrobiłam to ale on zaczął się przysuwać chcąc mnie pocałować.
 Odsunęłam się od niego. Weszłam do łazienki po gazy i wodę utlenioną.

poniedziałek, 24 czerwca 2013

Rozdział 3

E-Świetnie-mruknęłam pod nosem...- Profesor zaczął prowadzić lekcje a że ja siedziałam w ostatniej ławce mogłam zacząć kolejny projekt poprawkowy. pod koniec zajęć na uczelni skończyłam to ciortostwo i zadowolona schowałam teczkę z projektem do torby. Chłopak jak na złość siadał na każdej lekcji obok mnie. Jeny jakie  to denerwujące. Pod koniec podał mi karteczkę
            Kiedy będzie gotowy projekt?
 Nie wahając się odpisałam
           Już jest.
Oddałam mu karteczkę a chłopak uśmiechną się pod nosem.
        Kiedy mogę przyjść go zobaczyć?
Jakie to irytujące... Co mam mu napisać? Że nie chce się z nim widywać bo... Bo mi się podoba? Ni nie mogę zachować się jak dziecko.
       A kiedy mas czas?
Bez zastanowienia napisał
      Dostosuję się do Ciebie
Wow Nie wiedziałam że ma taką poprawną pisownię.
     Nie wiem jak chcesz. Kiedy masz czas?
 Przy ostatnim pytaniu się zawahałam. On chyba to zobaczył...
      Masz czas dzisiaj?
Szybko przeleciałam mój grafik co miałam w planach.
       Ok o której?
Czy mi się wydaje czy on si uśmiecha?
        Może być od razu po lekcjach?
O kurczaki będzie  ciężko.
        Ok
Odpisałam mu i zadzwonił dzwonek na przerwę. Odetchnęłam z ulgą. Napisałam mamie Żeby mi trochę ogarnęła w pokoju bo przyjdę z nim do projektu. Po zajęciach wyszłam przed uczelnię gdzie on już czekał. Fuck.
Z-Idziemy?-Zapytał podniecony
E-Tak-Powiedziałam cicho.
Z-Mogę się coś zapytać?
E-Słucham-powiedziałam nie patrząc na niego
Z-Po pierwsze spójrz mi w oczy.
E-nie mogę.
Z-Proszę...
E-Nie mogę. A przynajmniej  nie na terenie uczelni.
Z-Dlaczego?
E-Przestań zadawać głupie pytania.
Z-Nie są głupie.
E-Słucham co chciałeś się zapytać.
Z-Nie już  nie ważne.
E-To nie.
Dalszą drogę przeszliśmy w milczeniu. Jakieś 300 metrów od domu złapał mnie za rękę i zatrzymał.
Z-Dlaczego unikasz  mojego spojrzenia?
E-Przepraszam.
Z-Nie przepraszaj tylko powiedz.
E-Nie proszę nie każ mi tego robić.
Z-Okey. Chodźmy.
E-Chodź.-weszliśmy do domu w progu stała mama i Dan.-kurwa mać.-powiedziałam
D-Kotku nie przywitasz się ze mną?
E-Mam klienta-powiedziałam takim tonem aby dać mu do zrozumienia że nie chce go wiedzieć.
D-Zaczekam.
E-Nie wiem czy jest sens bo troch mi się zejdzie.
D-To w takim razie do jutra na uczelni.-powiedział i wyszedł. Posłałam mamie przepraszające spojrzenie na co ta skinęła tylko głową.
M-Zaraz wam coś przyniosę do picia. Pan może coś mocniejszego chce?
Z-Nie dziękuję. Jak można to kawę rozpuszczalną.
M-Ok a Tobie córcia co?
E-To co zawsze-powiedziałam z uśmiechem.
M-Okey-powiedziała i się zaśmiała.
E-Chodź do pokoju-powiedziałam i zaprowadziłam go do gabinetu gdzie było idealnie posprzątane. Wyjęłam z torby te zakichane projekty i pokazałam mu je.
Z-Wydaje mi się że jest okey.-powiedział i spojrzał na mnie a ja szybko odwróciłam głowę żeby  uniknąć jego wzroku.- Boisz się mnie?-zapytał
E-Nie
Z-To spojrzyj mi w oczy.-Powiedział a ja spojrzałam mu w oczy w których on utonął
E-Zadowolony?
Z-Wow-powiedział.
E-Właśnie dlatego nie chciałam.
Z-Przepraszam ale masz taki śliczne oczy.
E-Więc-zaczęłam żeby zmienić temat- Przerzucamy na real?
Z-Em Tak-powiedział kiedy się ockną
E-Okey.
Do pokoju weszła mama z kawą i ciastkami.
M-Proszę dzieciaczki.
E-Dzięki mamuś.-powiedziałam a ona posłała mi całusa w powietrzu.
M-To już nie pezrszkadzam-powiedziała i wyszła

czwartek, 13 czerwca 2013

Rozdział 2

Gdy on wyszedł do pokoju weszła moja mama z kubkiem gorącego napoju.
M-Proszę.-powiedziała i podała mi kubek.- Zrób sobie przerwę chwilę.
E-Dziękuję.
M-Może ci pomóc?
E-Muszę to dokończyć.-powiedziałam i pokazałam na poprawkowy szkic Zayna.
M-A lekcje?
E-Została mi tylko już geografia jedna zadanie bo może ćwiczenia sprawdzać.
M-Daj uzupełnię ci.-Powiedziała czy mnie bardzo zaskoczyła.
E-Mamo poradzę sobie.
M-Daj bo mi też się nudzi to co nie mogę córce pomóc w nauce?
E-Jak sobie chcesz-powiedziałam i podałam jej podręcznik i ćwiczenia. Upiłam duży łyk kawy i powróciłam do rysowania projektu. Mama odrobiła mi pracę domową i spakowała mnie w torbę. Napisała mi zwolnienie z wychowania fizycznego z koszykówki do końca roku ponieważ mam kontuzję nadgarstka i nie mogę nadwyrężać.-Dzięki. powiedziałam.
M-Coś jeszcze mam ci pomóc?
E-Nie dziękuję.
M-To opowiadaj co to za chłopak co był do projektu.
E-Mamo to tylko klient.
M-Dobra, dobra. Opowiadaj jaki jest.
E-Ma na imię Zayn i przyszedł do mnie omówić projekt. Ale chyba nie będziemy się lubić-powiedziałam.
M-Dlaczego?
E-Cóż...Przeszkodził nam Dan. Jemu się to nie spodobało bo zbladła mu mina. Nie wiem dlaczego.
M-A ja wiem.
E-Nie...
M-Tak. Teraz będzie udawał że cie nienawidzi. Będzie działam ci na nerwy. Będzie uadwał że jesteś mu obojętna że mu się nie podobasz..
E-Skąd to wszystko wiesz.
M-Twój ojciec tak się zachowywał.
E-Serio?
M-Tak.
E-Dzięki za informację.
M-No dobra. Kładź się do łóżka. Juro rano wstajesz.
E-Okey.-powiedziałam i poszłam do łazienki przebrać się w piżamę i poszłam do pokoju. Położyłam się i zasnęłam.
Rono wstałam bardzo wcześnie i wyszykowałam się do szkoły kiedy przyszedł mi  SMS
             OD: Dan
    Skarbie nie będę dzisiaj na zajęciach. Źle się czuję. Przepraszam.
 Szybko odpisałam mu
           Do: Dan
      Co się stało?
Lecz odpowiedzi nie dostałam. A hak mu w ... smak jak nie to nie łaski bez.
Trochę zła zeszłam na dół. Tam siedziała mama.
M-Co się stało?
E-Dan mi działa na nerwy.
M-Dlaczego? Od początku ci mówiłam że on mi si nie podoba.
E-Mamo! To jest mój związek a nie twój.-Powiedziałam podniesionym głosem
M-Nie podnoś na mnie głosu-powiedziała ostrej.
E-Przepraszam -powiedziałam. Złapałam łyk soku pomarańczowego i wyszłam. Skierowałam się w stronę szkoły. Miałam do niej około kilometra. Opatuliłam się bluzą i ruszyłam w kierunku szkoły.
Gdy do niej doszłam poszłam od razu do klasy. Byłam jako jedna z pierwszych. Zajęłam miejsce na końcu klasy. Zadzwonił dzwonek  na lekcje. Wolne miejsce było tylko obok mnie. Gdy Profesor Martines zaczął prowadzić lekcję do sali wpadł Niejaki Zayn
Z-Przepraszam za spóźnienie.-wysapał i podał mu jakiś arkusz papieru  on złożył na nim jakiś podpis. Odwrócił się do klasy i na mój widok się uśmiechną złowrogo. Podszedł bliżej i zajął miejsce obok mnie.